Znam
Amosa i jego rap od kilkunastu lat. Zaczęło się od płyty A-Team,
na której Paweł rapował po angielsku i, jeśli mnie pamięć nie
myli, niemiecku. Od tamtego czasu nagrał on około 100
numerów
(włączając w to gościnne zwrotki), z których zdecydowaną
większość miałem przyjemność słyszeć, część z nich jako
jedyna, obok Amosa, osoba. Dzięki temu, pomimo łączącej nas
przyjacielskiej więzi, jestem w stanie obiektywnie dostrzec, jak
wielki postęp zrobił w rapie w ciągu tych wszystkich lat. Duży w
tym udział miały studia aktorskie w Krakowie, w trakcie których
Paweł przede wszystkim poprawił swoją dykcję, kontrolę oddechu
oraz modulację głosu.
To
jednak nie sprawia, że z miejsca można stać się dobrym raperem
czy wokalistą. Do tego potrzebne są jeszcze przykuwające uwagę
teksty, zdolność wykorzystania wymienionych wcześniej umiejętności
oraz ucho do bitów.
Właśnie
ukazała się długo oczekiwana ("Dobry C." traktuję jako
rozgrzewkę) debiutancka płyta Amosa, "Zapatrzony w ogień",
która jest dla niego egzaminem dojrzałości jeśli chodzi o rap.
Czy egzaminem zdanym?




